Jeszcze w 1776 roku było ich zaledwie sześciu.
Dziś jest ich osiem. Albo dziewięć, jeśli jesteś nostalgiczny. Albo jedenaście, jeśli naprawdę zagłębisz się w szczegóły. Liczba zmienia się w zależności od tego, co wiedzą astronomowie i od tego, jak zdecydują się oznaczyć obiekt skalisty w kosmosie. To myląca arytmetyka. Trafne odzwierciedlenie ludzkiego rozumienia wszechświata od czasu Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych.
„Zmieniająca się liczba rozpoznawanych planet dobrze ilustruje sposób, w jaki uprawiana jest nauka” – mówi Kevin Schindler, historyk z Obserwatorium Lowell. On ma rację. Odkryj coś nowego. Spójrz na to. Przeklasyfikuj, jeśli dane tego wymagają.
Kiedy Thomas Jefferson podpisał te dokumenty, na niebie świeciły Merkury, Wenus, Ziemia, Mars, Jowisz i Saturn. Całkiem proste. Następnie w 1781 roku William Herschel odkrył Urana. Nagle zrobiło się siedem. Pięć lat później licznik w końcu ustabilizował się na siódmej.
Następnie Ceres pojawiła się w 1801 roku.
Okrążał Słońce pomiędzy Marsem a Jowiszem. Naukowcy pomyśleli: „Tak, inna planeta”. Wkrótce znaleźli jeszcze trzy podobne obiekty. Nagle licznik pokazał 11. Jednak w miarę gromadzenia się znalezisk stało się oczywiste: to nie były planety. To są asteroidy. Tłum przerzedził się. Znowu siedem.
W 1846 roku pojawił się Neptun, zwiększając liczbę do ośmiu. Clyde Tombaugh z Obserwatorium Lowell pomógł dodać Plutona do klubu w 1930 roku. Dziewięć pozostawało na stałym poziomie przez większą część XX wieku. Stabilny, niezawodny numer. Drukowaliśmy to na plakatach. Uczyliśmy jego dzieci.
Potem przyszły sondy.
Od lat pięćdziesiątych XX wieku statki kosmiczne zbliżyły się na tyle, aby pokazać, że światy to nie tylko kule skał i gazu. Są dynamiczne. Dziki. Co ważniejsze, na początku lat 90. zaczęliśmy znajdować tony lodowych obiektów poza orbitą Neptuna. Są to obiekty Pasa Kuipera (TNO).
Pluton był pierwszym z nich, ale nie był wyjątkowy.
Kyler Kuehn, dyrektor ds. nauki i operacji w Obserwatorium Lowell, jasno to wyraził w e-mailu: „Jeśli miliony podobnych obiektów zaśmiecają układ zewnętrzny, dlaczego Pluton jest wyjątkowy? Nie powinien taki być”.
Tak Pluton znalazł się w kontekście Pasa Kuipera. Nie był już samotnym outsiderem, ale po prostu członkiem przepełnionej rodziny. To zmienia wszystko.
„Nie mieści się to w stosunkowo schludnej strukturze… jak sądzono w 1776 roku” – powtarza Schindler. Układ Słoneczny nie jest uporządkowany. Jest chaotyczna. Ona jest w rozsypce. A odkrycie nowych stref ciał zdziwiłoby założycieli kraju, którzy polegali na rozsądku i obserwacji, ale prawdopodobnie wyobrażali sobie spokojniejsze niebo.
W 2006 roku Międzynarodowa Unia Astronomiczna (IAU) wyznaczyła granicę. Aby ciało mogło zostać uznane za planetę, musi okrążać Słońce, mieć zaokrąglony kształt i „oczyszczać swój obszar orbity” z innych obiektów. Pluton się kręci. Jest okrągły. On nie sprząta swojego terenu. Dlatego został usunięty ze stanowiska. Zmieniono nazwę na planetę karłowatą.
Teraz jest osiem planet.
Ale ludzie nie chcą rozstać się z przeszłością.
Schindler zauważa, że debata dzieli się na dwa obozy. Grupa dynamiczna uważa, że ciała powinny dominować na ich orbicie. Zespół zajmujący się naukami o Ziemi twierdzi, że cechy fizyczne są ważne. Pluton ma góry i lodowce. Udowodnił to New Horizons w 2015 roku. To zdjęcie wywołało nową falę debaty.
Jedd Isakman, szef NASA, uważa, że Pluton powinien wrócić do wielkiej dywizji.
„Debata na temat definicji technicznej… nie zmienia niczego w odniesieniu do samej planety karłowatej” – zauważa Kuehn. Jednak klasyfikacja dyktuje, jakie pytania zadajemy. Definicje się zmieniają. Znowu się zmienią.
Pamiętacie brontozaura? Przez pewien czas był to apatozaur, a gdy dane uległy poprawie, ponownie stał się brontozaurem. Tagi są tymczasowe. Nauka idzie naprzód, dostosowując swoją perspektywę, zamiast trzymać się starych nazw.
Czy wszystko kończy się na ósmej?
Ledwie.
„Ledwo zarysowaliśmy powierzchnię.”
Dwa i pół wieku temu maksymalna liczba wynosiła sześć. Dziś kłócimy się o dziewięć, osiem lub więcej. Granice naszego Układu Słonecznego są nadal ciemne. Oni czekają.
