Dlaczego Francja, Niemcy, Włochy, Hiszpania i Wielka Brytania automatycznie kwalifikują się do finałów Eurowizji

11

Eurowizja to nie tylko festiwal muzyczny ozdobiony świecidełkami. To ogromna machina logistyczna. Na szczycie swojej hierarchii finansowej znajduje się tak zwana „Wielka Piątka”. To nie tylko popularne kraje. Są to giganci finansowi, których nadawcy publiczni zapewniają produkcję wystarczającą do utrzymania programu na antenie.

Francja. Niemcy. Włochy. Hiszpania. Zjednoczone Królestwo.

To jest ta grupa. Ich wkład jest na tyle znaczący, że organizatorzy konkursu traktują je w sposób szczególny. Wraz z ubiegłorocznym zwycięzcą konkursu te pięć krajów otrzymuje „złoty bilet”. Brakuje im półfinału. Omijają bolesne liczenie głosów. Kwalifikują się bezpośrednio do wielkiego finału.

To nie jest głosowanie popularności. Jest to model subskrypcyjny.

Wyobraź to sobie w ten sposób. Jeśli chcesz, aby piosenka Twojego kraju dostała się do finału bez ryzyka eliminacji w eliminacjach, musisz zapłacić. Najwięcej płaci Wielka Piątka. Dlatego zawsze zajmują najlepsze miejsca na sali.

Automatyczną przepustkę otrzymuje także zwycięzca ubiegłorocznego konkursu. Dlaczego? Ponieważ kraj gospodarz musi zapewnić wysoką oglądalność, aby uzasadnić koszty organizacji wydarzenia. Wielka Piątka już gwarantuje zainteresowanie publiczności. Były zwycięzca ma własną bazę fanów. Razem stabilizują ratingi.

Zasada ta obowiązuje od 2000 roku. Wcześniej do finału automatycznie kwalifikowały się tylko cztery kraje zajmujące najwyższe miejsca w poprzednich rozgrywkach oraz kraj gospodarz. Zasady uległy zmianie ze względu na rosnące obciążenie finansowe związane z organizacją wydarzenia. Na scenę wkroczyła Wielka Piątka. Ich nadawcy państwowi pokrywają ogromną część kosztów operacyjnych. W zamian otrzymują gwarantowane miejsca w finale.

Czy to czyni konkurencję nieuczciwą? Część fanów twierdzi, że tak. Mówią, że to osłabia ducha rywalizacji. Po co męczyć się w dwóch półfinałach, skoro już jesteś w finale? Inni zwracają uwagę, że bez tego wsparcia finansowego Eurowizja mogłaby nie istnieć w obecnej formie. To kompromis. Pieniądze w zamian za dostęp.

Obecni członkowie Wielkiej Piątki pozostają bez zmian. Francja: France Télévisions. Niemcy: ARD i ZDF. Włochy: Rai. Hiszpania: RTVE. Wielka Brytania: BBC. Organizacje te wysyłają więcej niż tylko piosenki. Wysyłają infrastrukturę. Wysyłają personel. Wysyłają pieniądze.

A zwycięzca? Dostaje darmowy przejazd. Ale boli go też głowa związana z organizacją kolejnego wydarzenia. To jest miecz obosieczny. Wielka Piątka cieszy się wygodą, jaką daje bezpośredni dostęp do finałów. Poprzedni zwycięzca również z niego korzysta, ale przez krótszy okres czasu. Tylko na rok.

Więc kiedy będziesz oglądać wielki finał, pamiętaj, kto nie jest w półfinale. Tych pięciu krajów nie ma tam, ponieważ są słabe. Nie dlatego, że są leniwi. Nie ma ich tam, bo płacą rachunki. To prosta ekonomia owinięta cekinami i pirotechniką.

Czy to jest sprawiedliwe? Być może nie. Czy to konieczne? Prawdopodobnie tak. Eurowizja przetrwa dzięki ludziom, którzy ją finansują. Wielka Piątka to kotwice. Bez nich statek może zatonąć, zanim zaśpiewana zostanie pierwsza nuta.

Reszta świata konkuruje. Mają nadzieję. Oni się modlą. Czekają, aż otworzą się linie do głosowania. Wielka Piątka po prostu włącza telewizory. I czasami to wystarczy.