Rzadkie ptaki drapieżne nadal giną na terenach łowieckich

2

To nie powinno się zdarzyć. Przepisy dotyczące ochrony przyrody obowiązują od dziesięcioleci. Jednak najrzadsze ptaki drapieżne w Wielkiej Brytanii nadal giną. Nielegalnie.

Nowy raport Towarzystwa Ochrony Ptaków Wielkiej Brytanii (RSPB) ujawnia ponure statystyki: w latach 2010–2024 potwierdzono 921 zabitych. Połowa z nich wystąpiła na terenach wykorzystywanych do polowań sportowych lub znajdowała się w ich pobliżu.

Wszystko porusza się dla pieniędzy. Proste i jasne.

Mark Thomas, szef śledczy w RSPB, uważa to za prostą matematykę. Zabij drapieżnika. Ratuj populację bażantów. Wypełnij torby grą dla płacących klientów. Tu chodzi o ochronę dochodów.

Przedstawiciele stowarzyszeń łowieckich kategorycznie zaprzeczają tym oskarżeniom. Obwiniają jedynie niewielką marginalną grupę i twierdzą, że potępiają takie działania. RSPB nie uważa jednak, że branża jako całość jest bez winy.

„Źródłem konfliktu tak naprawdę jest gospodarka.”
– Profesor Davy McCracken

Dowody krwi

To nie są plotki ani plotki. RSPB liczy tylko potwierdzone przypadki. Istnieją raporty kryminalistyczne, nagrania wideo i relacje naocznych świadków. Śledztwo prowadzą byli funkcjonariusze policji.

W tym roku zapadły trzy wyroki skazujące.

Dwa ptaki zostały zabite w pułapkach. Były to orzeł petrel (w oryginale: myszołów) i sokół merlin. Prawo zezwala na stosowanie niektórych rodzajów pułapek do zwalczania szkodników, takich jak wrony. Należy je jednak regularnie sprawdzać, aby mieć pewność, że schwytane przez pomyłkę ptaki zostaną wypuszczone żywe. W tych przypadkach tego nie zrobiono.

Trzeci przypadek był jeszcze zimniejszy. Ukryte kamery i nagrania audio. W Yorkshire Dales starszy strażnik łowny Raster Dinggal przybył do gniazda Merlina ze strzelbą.

Na nagraniu utrwalono dyskusję na temat tego, czy ptak był wyposażony w nadajnik satelitarny.

Dinggal przyznał się do winy. Został ukarany grzywną w wysokości 1150 funtów. Nagranie potwierdziło jego zamiary.

Licencja czy zaniedbanie?

Liczba incydentów mogła ostatnio spaść. Albo egzekwowanie prawa po prostu stało się bardziej rygorystyczne. RSPB uważa, że ​​samo ściganie nie wystarczy. Próg dowodu w sądzie karnym jest zbyt wysoki. Trudno jest osiągnąć wymagane standardy.

W związku z tym proponują wprowadzenie licencji na polowania na ptactwo łowne w Anglii i Walii, podobnych do wymogu dotyczącego polowań na cietrzewie w Szkocji.

Po co?

Ponieważ jeśli RSPB nabierze podejrzeń, może cofnąć licencję w oparciu o cywilne standardy dowodowe. Nie potrzeba kryminalnej condeny. Aby wstrzymać polowanie, wystarczy przekonujący dowód. W takim przypadku odpowiedzialność ponosi sam majątek, a nie tylko jeden nieuczciwy pracownik.

Ochrona przemysłu

Dr Marnie Lovejoy z Brytyjskiego Stowarzyszenia Sportów Strzeleckich (BASC) rysuje wyraźną linię.

Jej zdaniem należy dotrzeć do konkretnych osób. Wypędzić ich ze współczesnego społeczeństwa. Ale nie wciągajcie całej branży w piekło regulacyjne.

Licencjonowanie zwiększa obciążenie biurokratyczne. Dotyka każdego operatora, a nie tylko tych nielicznych, którzy angażują się w nielegalną działalność. Ponadto zauważa, że ​​sektor inwestuje 500 milionów funtów rocznie w przywracanie przyrody. Stwarza to tysiące miejsc pracy i miliony osobogodzin pracy. Tu nie chodzi tylko o zabijanie, ale o zarządzanie gruntami.

Żadnych łatwych rozwiązań

Rząd milczy w sprawie konkretnego wniosku RSPB. Departament Środowiska, Żywności i Spraw Wiejskich (Defra) naprawdę chce wszędzie wysokich standardów ochrony środowiska. Ale oni jedynie „badają” opcje. Jak zwykle.

Napięcie pozostaje. Na szczytach. Między przetrwaniem drapieżnego ptaka a rozbawieniem właściciela broni.

Przepisy można zaostrzyć. Można by zatrudnić więcej byłych gliniarzy, żeby ukryli się w buszu. Mężczyźni złapani ze strzelbą w rękach mogą zostać ukarani grzywną.

Ale ziemia jest nadal uprawiana. Pieniądze wciąż się poruszają. Ptaki wciąż latają nad głowami, podatne na obliczenia dokonane kilkadziesiąt lat temu: czy to życie jest warte mniej niż to polowanie?

Czekamy na odpowiedź, która wygląda na coś więcej niż tylko kompromis.