Motyle, upał i drugie życie starej parkowej szklarni 🌿🦋

6

Brighton pachnie teraz lasem deszczowym.

Stanmer Park skrywa tajemnicę. A raczej przestaje to ukrywać, otwierając się coraz bardziej. Za historyczną kamienną fasadą Stanmer House kryje się wiktoriańska palmiarnia. Spędził lata w spustoszeniu, zawalając się pod naporem żywiołów. Jednak niedawno ktoś zdecydował, że ma stać się czymś więcej niż tylko miejscem gromadzenia się mchu i kurzu.

BBC Radio Sussex odwiedziło budynek przed wielkim otwarciem. Miejsce nie było jeszcze całkiem gotowe. Ale czuć było, że praca idzie pełną parą. Przy wejściu trzepoczą plastikowe zasłony, trzepocząc od przeciągu. Przechodzisz przez nie i pierwszym, co cię wita, jest podmuch powietrza – gorącego, mokrego i ciężkiego. Wilgotność 80%, 30 stopni. Twoje włosy mogą natychmiast stać się kędzierzawe. Następnie – kolory. Kwiaty są wszędzie. Rośliny rozciągają się we wszystkich kierunkach.

Żadne motyle nie zostały jeszcze wypuszczone.

Matt Simmons, założyciel Sussex Butterfly Garden, obserwuje prace wykończeniowe. Widzi klasę gotową do oddychania. Gdy sieci zostaną usunięte, tysiące stworzeń wzbije się w powietrze. Mówi, że do trzech tysięcy. Dużo skrzydeł na małej przestrzeni.

„Wchodzisz” – wyjaśnia Matt – „i jesteś w dżungli”.

To nie jest tylko sztuczka wizualna. Właśnie tak się czuję. Chce, aby odwiedzający przeszli przez sam Stanmer Park i zobaczyli przed oczami widoki ze wszystkich zakątków globu. Gwiazda programu? Niebieski Morfo. Pochodzący z Ameryki Środkowej. Jej skrzydła mają połyskujący turkusowy kolor, który wydaje się zmieniać pod wpływem światła, gdy szybko leci w wilgotnym powietrzu. To jest główna atrakcja.

Ale poczekaj. Czy to miejsce tylko dla turystów?

Nie. To tylko połowa historii. Matt nie tylko sprzedaje bilety. Jest związany z Plympton College. Ta przestrzeń to żywa klasa. Studenci studiujący bezkręgowce tropikalne muszą zrozumieć, jak te siedliska funkcjonują w praktyce, a nie tylko czytać o nich w suchych podręcznikach.

Praktyka. Prawdziwa ziemia, ciepło i prawdziwe robaki.

Beth Brockwell, była studentka Plimpton, a obecnie dyrektor projektu, kładzie na to jeszcze większy nacisk. Edukacja nie jest tutaj tylko modnym hasłem, ale celem. Z tym wszystkim wiąże się ochrona przyrody.

„Musimy podnosić świadomość ludzi na temat tego, co dzieje się za kulisami” – mówi Beth. „To wskazuje na trudną prawdę”. Bez zapylaczy – w tym motyli – łańcuch pokarmowy się załamuje. Żadnych kwiatów. Żadnego jedzenia. Żadnych roślin. Prosty związek przyczynowo-skutkowy.”

Bez motyli nie ma jedzenia ani kwiatów.

Publiczność będzie mogła wejść na teren obiektu 23 maja. Do tego czasu motyle czekają w swoich sieciach. Dom tętni przygotowaniami.

To niezwykłe miejsce na tropikalne wrażenia w Sussex, ale o to właśnie chodzi. Natura się dostosowuje. Adaptacji podlega także nieczynny wiktoriański budynek.

Kto by pomyślał, że zrozumienie głodu wymaga szklarni? 🌎🍽️